Dzisiaj będzie mój osobisty mini debiut na blogu: pierwsza
recenzja japońskiego ciasta. Zapraszam~!
Castella, bo tak owe ciasto się nazywa, w swojej historii
sięga początku XVI wieku, kiedy to Japonia pozwoliła na cumowanie portugalskich
statków. Właśnie to Portugalia przywiozła wiele niecodziennych składników jak i
przepisów, które do dzisiaj są w Japonii używane. Zaczynając od broni, tytoniu,
dyń, smażenia na głębokim oleju no i castelli. Nazwa pochodzi od portugalskiego Pão de Castela, czyli dosłownie ‘Pieczywo z Kastylii i jest typem
biszkoptu.
Przez kilka wieków przepis na
ciasto zmieniał się w zależności od dostępnych składników, ich ceny no i
upodobań Japończyków. Oryginalnie
przepis zawiera jajka, mąkę, cukier i mizuame – rodzaj słodkiego syropu wytwarzanego
ze skrobi. Dzisiaj zamiast mizuame można
dodawać syrop kukurydziany albo miód. Popularny jest także wariant z zieloną
herbatą.
W Japonii ciasto sprzedawane jest
w formie zapakowanych bloczków i są dostępne w większości supermarketów.
Ponieważ nie mieszkam w Japonii a akurat zachciało mi się czegoś słodkiego,
postanowiłam wypróbować jeden z przepisów Ochikeron. Nigdy wcześniej nie
próbowałam robić czegokolwiek na podstawie jej filmików ale tym razem tak się
złożyło, że skusiłam się. Niestety, ja i pieczenie biszkoptów to dwa różne
pojęcia, które nigdy nie tworzą całości. Nigdy nie zdarzyło mi się upiec
idealnego biszkoptu.(poza dwoma przypadkami) A to opadł, a to miał grudki mąki,
a to coś. Również ten przepis nie obszedł się bez drobnych niepowodzeń.
Po pierwsze – po pierwszej fazie
pieczenia ciasto mi opadło. Zrobiło się sombrero. To już jest zły znak. Ale po
kolei.
Do przepisu użyłam:
- 3 jajka
- 90 g mąki tortowej
- 90g cukru
- 2 łyżki mleka
- 1 łyżka miodu lipowego
- Trochę masła
Na samym początku proponuję
nastawić wodę aby się zagotowała a na palniku podgrzać mleko. Ponieważ jest go
raptem 2 łyżki, cały proces zajmie nam nie więcej jak 10 sekund. Dodajemy łyżkę
ulubionego miodu i rozpuszczamy go w rondelku wraz z mlekiem. Zdejmujemy z
palnika i odstawiamy w bezpiecznie miejsce.
Do sporej miski (czy garnka)
wbijamy 3 jajka. Jeżeli znajdziemy w nich zarodki to je usuwamy. Nie muszę
tłumaczyć dlaczego. Lekko rozbełtujemy i dodajemy cukier. Teraz możemy wszystko
ubijać mikserem do uzyskania jasnej piany.
Miksowanie zajmuje około 2-3 minut
i wtedy możemy dodać mleko z miodem. Nalewamy wcześniej ugotowaną wodę do miski
do której wstawiamy naszą masę jajeczną i ubijamy. Po kilku minutach piana
widocznie przybierze na objętości i zrobi się jasno kremowa. Należy uważać,
żeby piana nie uciekła poza miskę jeżeli podniesiemy mikser do góry.
Pokusa, żeby spróbować masy była na prawdę silna. |
Jeżeli miska z naszą pianą zrobi
się wyraźnie gorąca to wystawiamy ją z wody i dalej ubijamy.
Po kilku minutach mikser wyłączamy
i patrzymy na sposób w jaki ciasto spływa. Jeżeli tworzy swoistą ‘kokardkę’
czyli warstwy zakładają się jedna na drugą i nie znikają to jesteśmy w domu.
Następnie przesiewamy mąkę przez
drobne sitko do naszej piany i przy pomocy szpatułki dokładnie mieszamy by
pozbyć się grudek. Proponuję mieszać od dołu do góry, wyciągając zawartość ze
spodu na wierzch. Tak najlepiej jest wyłapać wszystkie grudki mąki, które
bezczelnie się kamuflują.
Dokładnie wymieszane ciasto
przelewamy do wcześniej wysmarowanej masłem foremki i upuszczamy kilka razy o
blat w celu pozbycia się niepotrzebnych baniek powietrza.
Wstawiamy foremkę do piekarnika i
pieczemy najpierw w temperaturze 170 stopni przez 10 minut a potem tylko w 140 stopniach
i piec przez kolejne 40 minut.
Z założeń Ochikeron przepis jest
bardzo łatwy a całość przygotowania zamyka się w 2 godzinach. Ja po pierwszych
10 minutach pieczenia przeżyłam rozczarowanie i straciłam wiarę w to, że po
ostygnięciu biszkopt nada się do zjedzenia. Mi osobiście smakował bardzo przed
upieczeniem i to nawet po dodaniu mąki. (to nic, że później mnie brzuch bolał)
Podobno najlepiej smakuje na drugi dzień kiedy składniki przenikną smakiem.
Zdziwiłam się, bo pomimo, że
ciasto ewidentnie mi opadło to było smaczne. Czasem natrafiłam na twarde grudki
mąki, ale smak rekompensował wszystko. Za jej radą przekroiłam ciasto na pół i
kiedy nieco ostygło to zapakowałam w torebki foliowe, żeby za bardzo się nie
wysuszyło. Na drugi dzień smakowało równie dobrze.
Jest to na pewno wilgotny, lepki
biszkopt o silnym smaku miodu. Gdyby tylko mi nie opadł to byłabym nim
oczarowana. Smakuje idealnie do herbaty albo kawusi. Na razie jednak jestem
zmuszona wystawić mu niższą ocenę za to, że z niewiadomych dla mnie przyczyn
opadło. Na pewno zmierzę się jeszcze raz z nim i będę walczyć dopóki mi nie
wyjdzie tak jak należy. Morał tego jest taki, że nie zawsze łatwość wypieku
względem doświadczonego kucharza, będzie taka sama dla początkującego.
![]() |
Przepis dostaje ode mnie 'karnego imbira'. |
Przepis wstawiam tylko dlatego, że
chcę zaznaczyć, że nie wszystko mi zawsze wychodzi, nawet ‘ze sprawdzonych’
przepisów oraz dlatego, że Cooking with Dog dodało ostatnio przepis na ich
własną castellę. Jeżeli będę próbować się zmierzyć z tym ciastem ponownie, to
tym razem wykorzystam rady właśnie tej przemiłej pani kucharz i jej oddanego
pomocnika – Francis’a. Tymczasem do zobaczenia w kolejnej notce.
Czas przygotowania potrawy: około 2 godzin
Egzotyczne składniki:
brak.
Koszt zrobienia potrawy: około 5-7 zł*
*Zakładając, że nie liczymy całkowitego kosztu kupienia
produktów tylko sumę od ilości użycia w przepisie.
Awwuu, karny imbir :D
OdpowiedzUsuńZ cyklu 'nie pozwalajcie Ishy się nudzić'. Takie kfiotki wtedy wychodzą. XD
UsuńOch, szkoda, że nie wyszło. Ja sobie odpuszczę, będę niedługo robić molten lava cakes według przepisu kolegi i to mi wystarczy :)
OdpowiedzUsuńNo niestety, coś czasem musi nie wyjść, żeby człowiek wyciągnął z tego wnioski. :D Ooo, daj znać jak Ci wyjdzie. Ostatnio lava cakes mnie bardzo intrygują. :3
UsuńDla mnie to już zupełnie inny świat, za takie eksperymenty w kuchni się w życiu nie zabiorę. O.O Moje umiejętności kończą się na jajkach w różnej formie.
OdpowiedzUsuńAwww, obiecuje, że następny przepis będzie nieco łatwiejszy. :3
UsuńDlaczego się nie udał biszkopt:
OdpowiedzUsuń1) dodałaś wodę nie mleko (mleko 0,5% to nie mleko... a woda - lepiej używać tłustego mleka, 2-3,5% )
2) widocznie za długo miksowałaś w ciepłym~ dlatego nie tyle co opadł- a skurczył się :3c no i też wymieszałaś go za bardzo - 15-20 machnięć powinno wystarczyć by połączyć składniki - ale ich nie zmieszać nazbyt. I w sumie to jak używasz miksera to na bardzo niskich obrotach... chociaz polecam używanie trzepaczki, ew tych elektro-trzepaczek - pamiętasz to gunwo które używałam do naleśników 10/10 http://i.imgur.com/oaZxgSN.jpg
3) miałam kiedyś ten sam piekarnik co ty - wrzucasz biszkopta do 160*C a gdy lekko podrośnie zwiększasz temp o 10-20*C - nie wyciągasz ciasta od razu, a lekko uchylasz drzwiczki i zostawiasz tam ciasto na 20 minut - to nie opadnie tak szybko.
1) lol nie, nigdy nie spotkałam się z tym, żeby mleko miało znaczenie przy robieniu biszkopta czy ciasta. (przy sztucznych sproszkowanych kremach już tak) Przy innym biszkopcie też dodałam 'wody' i nie opadł. Ale zapamiętam, żeby dodawać 2%
Usuń2) jak mogłam za długo miksować skoro masa mi się powiększała co chwile i wyciągnęłam kiedy tylko się zagrzała? Miksowałam na najmniejszym obrocie a szpatułką tylko ino, ino do środka zamieszałam.
3) no to zupełnie inaczej jak było w przepisie Ochikeron... Sorry bardzo, ale skoro podążając za jej przepisem było wszystko dobrze do momentu pieczenia no to albo mam zły piecyk albo ona ma magiczny. Either way, jestem zła bo to trzeci czy drugi raz jak mi wypiek nie wyszedł w życiu. :/ Zmierzę się z przepisem od cwd i zobaczę czy to coś zmieni. Ale dzięki za rady.
Przy pieczeniu biszkoptu ważne jest, by temperatura w trakcie pieczenie nie malała ^^'
Usuńdlatego to, że piekłaś go w 140*C - co jest stanowczo za niską temp do pieczenia biszkoptu. W 140*C to bezy można suszyć xD Zawsze bierz pod uwagę, że te wszystkie skośne dziewoje mają odpowiedni sprzęt to pieczenia (aka też skośny) i nie bardzo się orientują z naszymi biednymi piekarnikami~
... Teraz mi to mówisz? XD Jak widzę 140*C to piekę w takiej temperaturze... Nie zakładam, że ich skala stopni Celsjusza jest 'skośna'. tl;dr lepiej nie piec według ich przepisów? XDDD
UsuńLepiej zapoznać się z temp w jakich zwykle piecze się ciasta.
UsuńBiszkopt czy drożdżowiec to 160-180 (20-30min pieczenia)
ale np kruche ciasta to od 180 do 200
Głównie chodzi o to, że to skośne dziewcze nie robiła ciasta w piekarniku ^^' a temp którą podała jest prawdopodobnie idealna dla tych skośnych małych piekarniko-mikrofalówek...
Wiele razy Ci mówiłam, nie traktuj przepisu kropka w kropkę, bo wszystko zależy od różnych czynników. Mąki, rodzaju mleka, ba nawet ciśnienia (aka pogody! xD )
Dlatego lepiej jest robić "na wyczucie" - czyli rób więcej ciast! To się naumiesz sama~
Ojej, jak to ciasto pysznie wygląda *______________* chcę, chcę, chcę! I co z tego że opadł! Uważam, że nie ma nic gorszego, od robienia 4 biszkoptów na raz i każdego oklapłego XD! *patrz: ja kilka lat temu*. Tobie się tylko lekko zapadł! ...Karny imbir rządzi mwhahaha.
OdpowiedzUsuńSerio? XD Fakt, było smaczne, no ale... OMG to musiało być lekko dołujące. D: Robiłaś biszkopt z podgrzewaniem masy jajecznej czy tym drugim sposobem?
UsuńI dzięki. :3c
Ja bym spróbowała, ale lubię mój dom i nie chcę go spalić :C
OdpowiedzUsuńHaha, nie bój się. XD Mama Ci pomoże czy coś i dasz radę~
UsuńKarny imbir jest wspaniały! Dla niego warto było czytać notkę o cieście - nie przepadam za takimi postami, ale... Karny imbir!
OdpowiedzUsuńDziękuję. <3 Nie będzie ich za dużo... Postaram się raczej skupić na figurkach i reszcie. :P
UsuńZ chęcią bym posmakowała ^^ Osobiście nic nie potrafię upiec. Jestem beztalenciem w kuchni T.T
OdpowiedzUsuńTrzeba się nie bać i ćwiczyć. >w< Polecam zacząć od wypieków z pudełka a potem jakieś ciasteczka robić z opakowań cukrów czy proszków do pieczenia d. oetkera.
UsuńWygląda pysznie :D
OdpowiedzUsuńKarny imbir xd Brzmi groźnie xD
OdpowiedzUsuńAle samo ciasto wygląda całkiem smacznie na zdjęciach :D